Wszystkie odcienie z這ta
RSS
czwartek, 30 lipca 2015
Specjalista d/s zycia

Czasami z niektorymi ludzmi w pewnym wieku dzieje sie cos niedobrego.

Ni stad ni zowad staja sie oni madrzy, przewidujacy i tacy jacys doswiadczeni.  Zaczyna sie od tego, ze jedno spojrzenie na typa czy typiare wystarczy, zeby wiadomo bylo jak sytuacja sie skonczy zanim sie zacznie. Nie na darmo dziadek mowil, ze w zyciu spotykamy jedynie siedem typow ludzkich, a zycie pisze scenariusze zajechane do bolu.

Zaczynasz ogladac serial i w miejscu dramatycznej ciszy w monologu glownego bohatera wkladasz mu w usta kwestie identyczna do tej, jaka wypowie zaiste za dwie i pol sekundy, slowo w slowo. Nie raz, nie drugi, nie trzeci ale za kazdym razem.

W ten sposob obejrzalam calego oslawionego enigmatycznego "Losta", ktorego podobno za pierwszym razem i na trzezwo zrozumiec nie sposob, a ja juz od poczatku odcinka wiedzialam, wktorym miejscu wylonia sie czolgi i ze wyjada one z nienacka.

Nic dziwnego, ze zycie rzucilo mem cialem o brzegi Krolestwa Niebieskiego, w koncu warto w pewnej chwili znalezc sie w miejscu tak odjechanym i nieczytelnym, ze mamy wrazenie ze znalezlismy sie na innej planecie, odkrylismy zycie na Marsie i znabozenstwem ogladamy obrzedy dnia codziennego miejscowej ludnosci, bowiem z jakiegos powodu wydaje nam sie, ze w tym szalenstwie zapewne odnajdzie sie z czasem sensowna metoda.

 

Po okresie okolo roku metoda sie znajduje i zaczyna przerazac.

Wielokrotnie slyszalam od ekspatow nastepujace sformulowanie. Przyjezdzasz tu, widzisz ten caly obled i kretynskosc zachowan, nieczytelnosc gestow i mimiki i wydaje ci sie za za ta fasada cos musi byc, no bo zawsze jest. Tu o cos chodzi. To sie dzieje po cos.

Przerazenie typa ogarnia kiedy zauwaza, ze za fasada, za rzeczami, za slowami maskami z ludzkiej skory nie ma nic.

*

Obejrzalam dzielo rezysera wielkiego co po swiecie jezdzil i nagrody zdobywal. O dziewczynie porwanej z miasta, po studiach, z dobrej rodziny, porwanej na ozenek dla chlopa na wies, gdzie dziewczynek nie bylo, bo zabijane byly zaraz po urodzeniu i teraz trzeba po swiecie jezdzic i zon szukac.

Jest raczej malo prawdopodobne ze ja juz ten film widzialam, przypomnialabym sobie z pewnoscia chociazby piekne malownicze okolice wsi, natychmiastowy orgazm kazdego miastowego turysty. Natomiast wies spokojna, wies wesola schowana za siodma gora i rzeka na chinskim zadupiu nie kryla dla mnie zadnych niespodzianek.

 

- Dobrze wiedzialam, ze jak juz dojdzie do gwaltu pana mlodego na porwanej to za nozki ja bedzie trzymala tesciowa.

- Jak przyszly do niej inne kobiety ze wsi przemowic do rozumu , to zanim zapukaly domyslilam sie, ze tez byly porwane

- Dziewczynie w pewnym momencie udaje sie uciec, skad ja wiem, ze bedzie scena w miejscu publicznym, ze jak juz ja chlopy dogonia i zaczna pakowac do swojego wehikulu to nikt palcem nie kiwnie, zeby jej pomoc.

- Wiedzialam, ze miejscowy listonosz oddawal jej listy mezowi a soltys bedzie pierwszy do prania mozgu

- Jak juz odnalazl ja ojciec i przyjechal z policja, to wiedzialam, ze miejscowi ich stamtad nie wypuszcza i dojdzie do zabojstwa, zabije dziewczyna a ojciec bedzie zbyt oglupialy, zeby myslec racjonalnie i wlaczyc wiekszosc brutalnosc i chamstwo.

- Skad tez ja wiedzialam, ze za kazdym razem, kiedy ktos wypowiadal kwestie dotyczaca uwolnienia dziewczyny to na wokandzie natychmiast pojawiala sie magiczna kwota 7000 juanow, ktora pan mlody zaplacil posrednikowi - porywaczowi, no bo przeciez nie rodzinie i wtedy wszyscy nabieraja wody w usta, no bo w koncu 7 tysiecy piechota nie chodzi a i krow kilka za to mozna kupic.

W jednym miejscu sie jedynie przyjemnie rozczarowalam, myslalam, ze miejsowe kobiety doniosa komu trzeba o jej planie ucieczki, bo zezre je zawisc, ze one same nie maja dokad dac dyla, a ta tu to nie dosc ze ladna to jeszcze wyksztalcona i z miasta i rodzina jej szuka. Nie doniosly, i to tez jest przerazajace, kiedy czlowiek widzi ze w niektorych mozna zabic tego typu prymitywne i podstawowe ludzkie odruchy. A tu jedynie widac otepienie i calkowita kapitulacje wobec praw grupy, ktorej ma sluzyc jednostka, bo jednostce grupa to najblizej pod to szerokoscia geograficzna to chyba dopiero na Kamczatce sluzy.

No i tak to panie.

Namber uan kantry in de uorld.

 

 

13:57, aleksandra11
Link Komentarze (7) »
鈔oda, 08 lipca 2015
Kolekcja dziwactw. Odcinek drugi - Dziwne ubrania.

IMG_0687IMG_8894IMG_8946IMG_9296IMG_92981IMG_9297IMG_9299IMG_9300

 

12:26, aleksandra11
Link Dodaj komentarz »
Kolekcja dziwactw. Odcinek pierwszy - Kitty

IMG_8944IMG_8902IMG_8897IMG_8899IMG_8900IMG_8898IMG_8904IMG_8903IMG_8896IMG_8901IMG_9652IMG_8516IMG_8485IMG_9659

12:04, aleksandra11
Link Dodaj komentarz »
poniedzia貫k, 29 czerwca 2015
Jurassic China

Bylam w kinie na wspanialym dziele "Jurassic World". Ludzka glupota i arogancja oraz pycha raz jeszcze pokonane, ludzkosci zostalo przypomniane nasze miejsce w szeregu. Horror ekologiczny, a jeszcze zalapalam sie na godzine z pokazem w 4D, wiec znowu mlotek skopal mi nerke i wyszlam z mokrymi wlosami. Duzo krzyczalam i piszczalam, podobniez pani siedzaca kolo mnie, ktora malo nie dostala zawalu podczas sceny z ucieczka przed....No wiadomo. Zabawa przednia.

Najwazniejsze zdanie wyglosil boss Hindus podczas krotkiej podrozy helikopterem.

"The secret of happiness lies in understanding that we don't have control over everything."

Chiny udowadniaja to czlowiekowi bardzo czesto.

Takie zadanie domowe do kontemplacji. Jesli bedziesz przypominal sobie o tej prostej prawdzie z odpowiednia regularnoscia, to moze nie oszalejesz.

17:58, aleksandra11
Link Komentarze (2) »
鈔oda, 24 czerwca 2015
Meat-strzostwo swiata

Beijing (AFP) - Almost half a billion dollars worth of smuggled frozen meat -- some of it rotting and more than 40 years old -- has been seized in China, reports said Wednesday.

 

More than 100,000 tonnes of chicken wings, beef and pork worth up to three billion yuan ($483 million) were seized in the nationwide crackdown, the state-run China Daily newspaper said.

"It was smelly, and I nearly threw up when I opened the door," said an official from Hunan province, where 800 tonnes were seized.

Two gangs from the central province were among 14 busted across the country in the operation which concluded earlier this month.

A report on the official Hunan propaganda website said that the meat seized locally came from the "border area" with Vietnam, where it was "difficult to control the flow of meat".

But the China Daily report did not specify the frozen meat's origin and the seizures were not reported on the website of China's General Administration of Customs.

Officials from Guangxi, a southern region bordering Vietnam, found some of the meat was "more than 40 years old", the newspaper said.

That would mean it was originally packed and stored when the country still under the rule of Communist China's founding father Mao Zedong, who died in 1976.

The China Daily said smugglers bought cheap meat abroad, shipped it to Hong Kong and on to Vietnam before bringing it to the mainland.

Yang Bo, deputy director of the anti-smuggling bureau in the Hunanese capital Changsha, said they would often transport the goods in ordinary vehicles, rather than refrigerated ones, to save costs.

"So the meat has often thawed out several times before reaching customers," he added.

Poor food safety is a major concern in China, where standards are lax and scandals involving tainted products are common.

China was rocked by one of its biggest-ever food safety scandals in 2008 when the industrial chemical melamine was found to have been illegally added to dairy products, killing at least six babies and making 300,000 people ill.

 

http://news.yahoo.com/decades-old-frozen-meat-seized-china-food-scandal-033538621.html

11:40, aleksandra11
Link Komentarze (1) »
wtorek, 23 czerwca 2015
Moje nowe lokum w kolorze white

Po powrocie z Tajlandii w zimie moje mieszkanie i polamane lozko wpedzily mnie w straszliwa depresje.

Wyjazd do cieplego kolorowego kraju wyrwal mnie ze szponow syndromu sztokholmskiego i udalam sie na poszukiwania nowego lokum. Rozejrzalam sie po okolicy, ujrzalam nowopowstaly budynek, ktory oglaszal lokale pod wynajem, znalazlam administracje, ci skontaktowali mnie z agencja, agencja wprowadzila mnie do kawalerki... a mi opadla szczeka i zakochalam sie w lokalu z miejsca.

Mieszkanie jest biale, sa biel nowe czyste sciany, biale lozko, biala szafa, bialy aneks, bialy stol, biale drzwi i biala lazienka. Tu mieszka Krolewna Sniezka, pomyslalam sobie i piaty raz zadalam pytanie: to za ile miesiecy z gory musze zaplacic? Za trzy, jedynie za trzy, pani kochana...

Poszlam do agencji, dalam zaliczke i zaplacilam za jeden jeszcze miesiac. Umowilismy sie na doplate reszty po uplywie dwoch tygodni.

Swietnie, mysle sobie, chlopaki sa zdesperowane, a ja bede miala dwa tygodnie na dopilnowanie wszystkiego i sprawdzenie czy tu sie w ogole da zyc, bo moze w pralce mieszka poltergeist, a moze za dwa dni okaze sie, ze mam wspolokatorow, w tym kraju wszystko jest mozliwe.

Juz podczas podpisywania kontraktu pan big boss probowal zaszachowac mnie i zmusic do podpisania umowy z terminem platnosci co pol roku na pol roku z gory, na co ja zwinelam kieckie i torebkie i mowie: prosze szukac kogos innego. No to chcac niechca zgodzil sie na podpisanie kontraktu z punktem o platnosci co trzy miesiace. Przypominam, ze przy ogladaniu mieszkania i rozmow w administracji za kazdym razem padalo, ze "tylko trzy, tylko trzy".

Potem probowal oszukac mnie co do metrazu mieszkania i naliczanej od liczby metrow oplaty administracyjnej, ale tu Lily weszla szybko do internetu, sprawdzila plany i okazalo sie ze ach! Panu sie pomylilo i wyszlo mniej :)))))

Nastepnie po przeprowadzce okazalo sie ze nie ma cieplej wody. Popsuty byl zdaniem pana boiler, a mi wyszlo na to ze popsute bylo gniazdko. To akurat naprawili w ciagu kilku dni, ale potem na moje nawolywania, ze gniazdko od prali wystaje ze sciany i to jest niebezpieczne, odplyw od pralki nie dziala i wybija woda - na to juz nie reagowali.

Przyszedl dzien doplaty pieniedzy za wynajem, a tu dalej pierdolnik z gniazdkiem i odplywem. W przeddzien terminu platnosci na moim telefonie zauwazylam dnia pewnego 16 nieodebranych polaczen. Napisalam SMSa, ze skontaktuje sie z nimi po poludniu.

O 14 dojechalam do pracy, do Pana Bossa zadzwonila Lily, ktorej dogadywanie sie po chinsku wychodzi znacznie latwiej niz mnie.

Afera, krzyki, histeria, ze jestem chamska, ze dlaczego nie odbieram telefonow, ze dlaczego jeszcze nie zaplacone (termin - nastepnego dnia). Widze ze oczy Lily robia sie coraz wieksze. Spokojnie tlumaczy im, ze pieniedzy nie bedzie, dopoki nie naprawione zostana usterki w mieszkaniu. Tu znowu krzyki i histerie. Ze oni nic nie wiedza o usterkach to jak maja naprawiac. W rezultacie Lily konczy rozmowe i krzyczy na mnie, ze dlaczego nie odbieram telefonow i nie mowie o usterkach zawczasu.

Na szczescie zachowalam wszystkie SMS-y z cala komunikacja i ponagleniami, wiec Lily nie wiedziala co o tym wszystkim myslec.

Nastepnego dnia panowie potulnie przyszli naprawic usterki, naprawianie odplywu zajelo im kilka dni, bo wymagalo to komunikacji z wlascicielami pustego lokum pod nami, ale w koncu naprawili, pieniadze w dostali za pokwitowaniem, a pan na wychodnym usmiechnal sie w bardzo dziwny sposob. Byl to jeden z najnieprzyjemniejszych usmiechow jakie w zyciu dane mi bylo podziwiac, na moje oko bylo to cos pomiedzy "jaka ty glupia jestes ze oddalas nam tyle kasy" a "now you are my bitch". To tyle w ramach jakosci obslugi klienta, dziekujemy i skontaktujemy sie przy najblizszej okazji.

Najblizsza okazja nadarzyla sie 21 maja. Ktos zaczal walic w moje drzwi o godzinie 8 rano. Otwieram, bo mysle ze pozar moze albo bija, a ja taka zaspana.

W drzwiach stoi piekny nazelowany mlodzieniec ktory mowi cos szybko, ze czynsz, ze trzeba placic i w ogole juz. Ja mowie, zaraz, chwilunia, zgodnie z kontraktem to ja mam placic 1 czerwca dopiero. No i tak to sobie powtarzamy moze po 5 razy ja swoje a on swoje.

Czlowiek jest bardzo mily, ja jednak nieco mniej i nagle facet zaczyna mnie PCHAC. Proboje wepchnac mnie do mieszkania. Pytam sie O CO CHODZI, a on mowi, ze musi zrobic zdjecie dla wlasciciela, ze ja tu mieszkam. Na co niestety zostal odepchniety, sprobowal raz jeszcze i trzasnelam mu drzwiami w ryj, bo to juz bylo troche za duzo.

Po poludniu dojechalam do pracy, mowie do Lily: dzwon! Lily dzwoni, okazuje sie, ze panowie nie mogli sie ze mna skontaktoeac, bo od kilku dni mialam nienaladowany kredyt na telefonie i oni chca wiedziec, czy ja zostaje i place dalej. Lily mowi, ze chyba gdybym sie wyprowadzala, to dalabym im znac, i tak, zostaje. No to swietnie, mowia panowie, wiec w takim razie mam im zplacic czynsz za rok z gory. Spokojnie mowi Lily, pzreciez kontrakt podpisany jest  ze musze placic co trzy miesiace. Nie, mowi facet, ona ma zplacic nam za rok z gory, a jak jej sie nie podoba, to ma sie wyprowadzic.

Nastepnego dnia umowilam sie na odbior klucza do skrzynki. Przyszlam do biura na godzine 13, zgodnie z umowa, pocalowalam klamke.

Szef siedzial w foyer na parterze. Na moja niesmiala prosbe, ze moze jednak powinnam dostac kluczyk odpowiedzial: nie ma pieniedzy nie ma klucza!!! Termin kolejnej platnosci mija za 8 dni, a ja mam mieszkanie oplacone do polowy czerwca.

1 czerwca w towarzystwie Lily, zony szefa i kierowcy (zeby widac bylo ze jest jakis mezczyzna) idziemy placic. W windzie zapada decyzja, jesli nie przyjma oplaty za trzy miesiace a znowu zadac beda za rok, dwie osoby zostaja w biurze a dwie ida wezwac policje. Nie dawajcie im naszej kopii kontraktu do reki!

Wszystko odbylo sie jednak cicho i spokojnie, podpisali przyjecie pieniedzy za trzy miesiace z gory, wydali kluczyk. Skapitulowali.

No teraz to sie chyba juz w koncu uspokoja, mowi Lily, ktora nie pozwala mi odbierac zadnych telefonow od nich, wszystko ma isc przez biuro.

A gdzie tam. Tydzien pozniej odebrala telefon, ze szybko, skonczyly mi sie pieniadze na koncie w elektrowni, musze im dac jakies bo mi prad wylacza!!! (tu sie za prad placi z gory, a pozniej elektrownia nalicza). Hmmm, mowi Lily, dopiero co ogladalysmy rachunki, mialas tam calkiem sporo jeszcze. Zadzwonila do elektrowni, okazalo sie ze mam na koncie 330 juanow z zaplaconych trzy miesiace wczesniej 500.

I tak wygladaja Chiny - bedziemy cie probowac robic w bambuko, zmusic sila do granai wedlug naszych regul, jesli sie nie ugniesz lub nie dasz oszukac, to wygrywasz ty tym razem i robimy dalej biznes, jak gdyby nigdy nic sie nie stalo.

11:30, aleksandra11
Link Komentarze (10) »
Jak wynajac mieszkanie w Chinach i nie oszalec.

Przyznam szczerze, ze na poczatku wydawalo mi sie, iz na poczatku mialam szczescie.

Pierwsze moje mieszkanie w Chinach to nie bylo mieszkanie, tylko pokoj w obskurnym, oblesnym hoteliku z oknem wychodzacym na obskurny oblesny zatloczony akademik, gdzie na pietrowych pryczach koczowali faceci w gaciach z laptopami appla, ale bez klimatyzacji w pokojach.

Moj pokoj mial klimatyzacje, ale nie mial lodowki ani kuchni i kosztowal mnie jedynie 500 zl miesiecznie. Na dole po lewo byl dom uciech, w korytarzu unosil sie dym papierosowy, ale propiske na policji dostalam, mialam szybko smigajacy internet, dwa lozka, lazienke z ciepla woda, duza szafe z dodatkowa koldra na zime, a panie hotelowe udostepnialy mi pralke raz w tygodniu.

Cieszylam sie, bo kaucje zaplacilam tylko za miesiac z gory, a nie za trzy lub szesc jak to zwykle w Chinach sobie wlasciciele prosza. Egzystencja moja przebiegala tam bezproblemowo, raz sie popsul kabel do internetu, poprosilam o naprawe, przez tydzien nic sie nie wydarzylo, wiec poradzono  mi zebym sie wydarla, jak sie wydarlam to przyszedl facet i postawil router. We wtorki przychodzila pani sprzataczka, sprzatala srednio dobrze, ale wymieniala posciel i nie kradla. Raz popsikala sie perfumami Aqua firmy Giorgio Armani i kilka dni pozniej obwiescila mi radosnie, ze jej sie nie podobal zapach az tak bardzo. To fajnie, pomyslalam sobie, wiecej sie psikac nie bedzie i to byly w zasadzie wszystkie moje problemy w tym lokum. Przy wyprowadzce wyplacono mi kaucje, afera o zwrot trwala mniej wiecej 15 minut i po bolu.

Nastepny rok przemieszkalam w mieszkaniu nalezacym do szkoly, wiec tam tez sie nic nie dzialo, poza tym ze raz popsul sie kilmatyzator, przyszedl magik i wymienil jakas czesc odpowiedzialna za chlodzenie i bylo cacy. Jakis czas pozniej zapchal sie kran, wiec przyszedl hydraulik, zrobil bagno na posadzce, wyrzucil pare kiepow, wytarl rece w suszace sie spodnie od dresu, ale ze i tak mialam akurat sprzatac i robic pranie, wiec nie zepsulo mi to specjalnie humoru. Mogl zawszec zrzucic laptopa albo potluc lustro, albo wylac caly szampon do kibla. Mogl zabic, a tylko sie usmiechnal.

Nastepne dwa mieszkania... mieszkalam w nich krotko, jedno bylo zajebiste drugie takie sobie, oba mialy to do siebie, ze miescily sie daleko od centrum, wiec byly wzgledne tanie. Tez wiekszych problemow nie zauwazylam, poza tym ze jak wprowadzalam sie do tego drugiego to bylo strasznie zapaskudzone, bo poprzedni mieszkancy nie sprzatali po sobie, sciany byly oklejone maszkarami typu Hello Kitty i delfiny kapiace sie w Orinoko i jakimis okrutnymi napisami w Chinglish, ale co to dla mnie, i tak przeciez musialabym sprzatac i tak, wiec posprzatalam, zalozylam internet i po bolu.

Wiec jak juz wspomnialam wydawalo mi sie, ze mialam duzo szczescia, bo rozne historie mrozace krew w zylach o fandongach slyszalam, a tu u mnie wszystko cacy, czynsz trzeba placic tylko za trzy miesiace z gory, a nie za dwanascie i jak sie lampka popsula to przyniesli nowa.

A potem nastapil moj powrot do cywilizacji i okazalo sie ze nie o szczescie tu chodzi. Po prostu mieszkania do tamtego czasu wynajmowane byly przez Chinczykow od Chinczykow i w ostatniej chwili nastepowalo wprowadzenie mnie czyli laoweia i wtedy panstwo wynajmujacy zaczynali miec roznego rodzaju waty ( a czy ona nie wyjedzie, a czy nie spowoduje pozaru, a czy bedzie placic, a co bedzie jak jej sie nie spodoba, a w ogole dlaczego nam to robicie), ale wtedy bylo juz za pozno i ja polowy tego co oni mowili nie rozumialam, usmiechalam sie glupio, wnosilam walizki i staralam sie wygladac bardzo nonszalancko i profesjonalnie.

 

Problemy zaczely sie, kiedy postanowilam zaczac wynajmowac mieszkania na siebie.

W nowej szkole w zwiazku z przeprowadzka z jednego konca miasta na drugi  postanowiono wynajac mi mieszkanie. Ale tym razem odbylo sie to na moje nazwisko.

Akcja byla podobna, rozmowa z wlascicielka, pod koniec ktorej zza wegla wylaniam sie ja. Ja podpisuje w sumie nie wiadomo co, w koncu podaja mi taka kartke dodatkowa do podpisu ja sie pytam: co to. A, to takie zaswiadczenie ze bedziesz jej placic prad.

Mhm. Czy ja powinnam to podpisac czy nie, co to jest? Podpisz podpisz. No to podpisalam.

Okazalo sie, ze tak naprawde byl to cyrograf, wg ktorego zobowiazalam sie placic jej 1 juana za kilowat pradu, co przeszktalcilo sie w koniecznosc bulenia 500 juanow miesiecznie zamiast dajmy na to 100 w miesiacach grzewczych tudziez chlodniczych, czyli przez wieksza czesc roku.

Moje niesmiale poczatkowo protesty zamienily sie w dzikie afery, a zbywane byly zazwyczaj tekstem: no bo boiler duzo energii zzera.

Szkola poproszona o  negocjacje wracala zazwyczaj z kwitkiem. No musisz sie przeprowadzic. Nic nie da rady zalatwic. Ale przeciez to nielegalne, mowie ja, majac na koncu jezyka "samiscie mnie na te mine nasadzili". Po pewnym czasie zmienilam prace i kiedy przyszlo do placenia za mieszkanie wlascicelka byla bardzo agresywna i wrecz obrazona. O co tu chodzi, nie wiem do tej pory. Mozliwe ze dzielila sie lupem z moja szkola, ale zdzierala ze mnie nadal, w koncu zagrozilam jej policja i tu okazalo sie ze za prad mozna placic dwa razy mniej. W miedzyczasie odbyla sie walka polegajaca na tym, ze grupa Chinczykow dzwonila do niej naprzemian z pogrozkami i prosbami o obnizenie oplaty za prad, w zamian za te potworna bezczelnosc wlascicielka w pewna piekna wiosenna niedziele postanowila wymienic moj zamek od korytarzyka na klatce. Po postraszeniu ja policja uspokoila sie i zamek wymienila na poprzedni. Przyjela rowniez haracz w kwocie nizszej.

Mieszkanie bylo tanie, w dobrej lokalizacji, co prawda troche za male i depresyjne, ale co tam, nie moje w koncu. Az pewnego razu pod naporem splatanych w milosnym uscisku cial moje lozko ustapilo i zwalilo sie na podloge. Okazalo sie, ze na ramie oparte byly bardzo cienkie deseczki. Jakim cudem nie popekaly wczesniej - nie wiem do tej pory. Zadzwonilam do wlascicielki, ktora to zaczela na mnie krzyczec i kazala zwrocic sobie kosmiczne pieniadze za koszty naprawy. Nastepnego dnia wracajac z pracy natknelam sie na takie samo wystawione na korytarzu mego pietra loze, z naderwanymi deseczkami. Oho. Pomyslalam sobie. To pod filigranowymi Chinczykami tez sie lamie... Pocieszylo mnie to bardzo, poniewaz poprzedniego dnia Pani Wlascicielka uraczyla mnie wielce humorystycznymi uwagami, ktore sprowadzaly sie do smiania z faktu, ze jestem za gruba zeby spac na jej lozku oraz ze ona wiedziala, ze jak wynajmie cudzoziemcowi, to beda klopoty.

W nocy szybciutko dokonalam podmianki lozek. Na zewnatrz wystawilam swoje, calkowicie polamane. Do lokalu wnioslam nadlamane, ktore sluzylo jako atrapa udajaca naprawione lozko.

Przez kilka tygodni spalam na podlodze, az przyszedl dzien, w ktorym mialam zaplacic czynsz za kolejne trzy miesiace. Wtedy to zadzwonilam do mojej pani chamskiej i obwiescilam jej, ze wyprowadzam sie do nowego lokum. Pani dostala piany na ustach, oczywiscie oplata za prad znowu wyniosla jakies niebotyczne pieniadze, a pani zapomnialo sie, ze za pewne miesiace juz uprzednio zaplaciclam. W koncu po dzikich wrzaskach, telefonach od Lily, od zony szefa i pogrozek policyjnych, pani "przypomnialo sie", ze rzeczywiscie, zalegam jej za dwa miesiace a nie za cztery i nie 560 juanow a 200 ( I tak za duzo biorac pod uwage, ze klimatyzacji nie uzywalam w ogole).

Tak oto wprowadzilam sie do nowego lokalu.

10:39, aleksandra11
Link Komentarze (2) »
czwartek, 18 czerwca 2015
Opowiesc o Australijczyku co firme zakladal.

Byl sobie pewien mlody Australijczyk z australijskiego zadupia, ktoremu sie w zyciu nudzilo. Studiow nie skonczyl, bo i po co, bogaty kraj, zawsze gdzies zarobic mozna. Australijczyk popracowal troche w banku a w czasie wolnym podrozowal po Australii i okolicy, bo taniej. Najpierw udal sie do Indonezji, zeby napic sie i wyrzygac na plazy na Bali, potem przemiescil sie do Tajlandii zeby pobalowac na Koh Samui i w Pattayi, a potem ktoregos dnia cos mu odbilo, przylecial do Hong Kongu, poszedl do agencji wizowej i powiedzial "poprosze wize trzymiesieczna do Chin" i dostal ja od reki, bo to bylo wszystko jeszcze w czasach kiedy wizy dostawalo sie od reki bez wiekszych problemow i na dlugi okres.

Dlaczego Chiny mu sie tak bardzo spodobaly - tego nie wiemy, ale od poczatku naszej z nim znajomosci widac bylo ze ma chlopina cos z glowa nie tak.

Na poczatku kolega pracowal jako nauczyciel angielskiego, po pracy pil wodke i drinki z parasolka, bral narkotyki oraz ruchal wszystko co sie dalo, a dalo sie wyruchac duzo, juz on wiedzial gdzie szukac zeby nie musiec placic.

I tak to sie krecilo latek ladnych kilka, az jego koledzy wpadli na szatanski plan otworzenia wlasnej firmy w Chinach.

No i zaczelo sie. Inwestycje, byznes plany, szukanie kontaktow, chodzenie po urzedach, rozmowy z ewentualnymi dzierzawcami lokalu, zalatwianie pozwolen, wizytowki, garnitury, siwizna na glowie, szmery bajery - ROK Z GLOWY. Rok prosze panstwa, tyle zajelo uzeranie sie z urzedasami, ktorzy na koniec i tak powiedzieli no dobra dobra, jak nam dacie 200 000 dolarow australijskich lapowy to to sie wszystko w trymiga da zalatwic.

Ja nie zartuje.

200 000.

Otwarto jedynie czesc sprzedazowa planowanej dzialalnosci. No i teraz powinno juz byc z gorki, pomysleli sobie glupi Australijczycy.

HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA

Najpierw przez pol roku nie mozna bylo znalezc sprzedawcow. Modyfikowano ogloszenia o prace co kilka tygodni. Teraz juz nie szukamy ludzi z angielskim! Teraz juz nawet nie szukamy ludzi po studiach! Szukamy ludzi ktorzy rusza dupe i beda sprzedawac. Podstawa plus prowizja, ja wiem ile oni chcieli placic, to nie byly male pieniadze.

W koncu ekipe skompletowano, ale dziwnym trafem los przydzielil im sprzedawcow ktorzy nie chcieli sprzedawac.

Do firmy wpuszczono undercover detektywa agenta wywiadu udajacego pracownika, przez tydzien probowal on zaprzyjaznic sie z pracownikami, okazalo sie ze wszystkim pieniadze wysylaja rodzice, a oni do pracy przychodza bo cos w zyciu trzeba robic (na przyklad znalezc ostatnia strone internetu).

Na chwile obecna sytuacja wyglada nastepujaco, Australijczyk zrezygnowal z funkcji managera, zatrudnil Chinke, ktora po firmie chodzi, na ludzi krzyczy, naklada kary pieniezne na leserow i bumelantow, czy wplynelo to na zwiekszenie sprzedazy - to sie jeszcze okaze. Australijski management odbyl kilka spotkan z konsultantem biznesowym, ktory wyjasnil kursantom, ze "Chinese people kind of expect to be treated like shit, you can't be too good to your Chinese employees".

17:22, aleksandra11
Link Komentarze (8) »
Mniej niz zerooooooooooo

Mam taka kolezanke w pracy, z ktora prowadze lekcje. Na czas wejscia Foreign Teacher, czyli mnie, pani z glownej nauczycielki zamienia sie w asystentke.

Jak latwo to sobie wyobrazic, przeskok myslowy tego typu to zadanie zbyt trudne dla wielu nauczycieli z Panstwa Srodka , wiec czesto gesto na wlasnych lekcjach czuje sie jak gosc.

Tym razem poszlo o punkty. Wprowadzamy nowy material, cos czego jeszcze uczniowie nie poznali ani w szkole publicznej, ani na naszych zajeciach.

Celem zachecenia uczniow do swobodnego wypowiadania sie nasz szef Amerykanin opracowal serie gier, opartych na arkuszu excela, ktore przynaja odpowiadajacym punkty w sposob calkowicie losowy. Nie nagradzamy tego, czy komus uda sie odpowiedziec w bezblednie, dajemy punkty badz odejmujemy je za samo uczestnictwo w zabawie.

Jakiez bylo moje zdumienie, kiedy podczas gry pani nauczycielka chinska zaczela wystawiac dzieciom dodatkowe punkty. I to bynajmniej nie tak jak ja to robie, zeby czasem zachecic je do rozmowy, w stylu punkt za wypowiedz, dobrze ze mowisz, ale zaczela im przyznawac... ulamki punktow. I tak, z gry ktora miala uczyc poprzez niewymuszona zabawe uczniowie przeniesli sie w rejony zamku sredniowiecznych tortur, gdzie punktacje przyznawal Simon Cowell skrzyzowany z Kuba Wojewodzkim w ramach swiatopogladu "co kurwa nie powiesz, i tak jest ZLE". Dziewczynka z duzymi zaleglosciami, ktora od kilku tygodni zaczynala sie rozkrecac, okazywac zainteresowanie i nabrala pewnosci siebie zamienila sie na powrot w fukajaca, placzliwa, ociekajaca hormonami nastolatke, ktora patrzyla na mnie z nienawiscia, a ja czulam sie coraz bardziej bezsilna NA MOICH WLASNYCH LEKCJACH.

Delikatne uwagi typu: prosze, nie, nie stawiajmy im punktow, punkty rozdaje losowo excel, chrzakniecia, prosby o ulaskawienie.. Nic nie dzialalo. Pokaze wam, ze jestescie nikim i nic nie umiecie, nic nie robicie, nie zdacie... Taka maksyma zyciowa Lily byla dla mnie duzym zaskoczeniem, bo wydawalo mi sie, ze jest to babka ktora na ogol wykazywala sie duza dawka zdrowego rozsadku.

Po trzeciej lekcji prowadzonej w ten sposob, kiedy to zazwyczaj pelni zycia i gadatliwi uczniowie nabierali wody w usta a na ich twarzach malowalo sie udreczenie, postanowilam z nia pogadac.

Lily, mowie. Sluchaj. Nie mozemy ich testowac z nowego materialu. Nie mozemy im dawac ocen za cos czego oni jeszcze nie znaja i nie umieja. To nie ma sensu. To jest glupie. Lily nie byla w stanie zrozumiec o czym ja w ogole rozmawiam.

Postanowilam przeprowadzic eksperyment. Wymowilam kilka polskich slow, pozwolilam jej trzy razy powtorzyc po sobie po czym wrzucilam je do excela i mowie, no dawaj bedziemy grac. Co to jest? Bied.. Bie.. Biedronka!!!! dre sie na nia. Biedronka! Okej, 0.002 punkta. A to co? Jak to sie wymawia? Dooo...Doooon....Doneszka... Duka Lily. Na co ja, poprawiam, ze to oczywiscie DONICZKA!!!!!! Jak mozna byc tak glupim  i tego nie powtorzyc. No i tak przez ladnych pare minut, z przyznawaniem punktow (ulamkow albo i okraglego zera), robieniem min okazujacych moj kompletny brak aprobaty, fukaniem i powtarzaniem tego wszystkiego,co Lily robila w stosunku do naszych uczniow. Sprawa zakonczyla sie w nastepujacy sposob: Lily poplakala sie.

Zapytalam sie jej jeszcze zeby ja pograzyc bardziej: no i jak sie teraz czujesz? Jak kompletna idiotka. Nie mam na nic ochoty. To nie ma sensu. Jak mozesz mnie odpytywac z czegos, czego ja nie umiem.

No wlasnie Lily, mowie. No wlasnie. A ty to samo robisz dzieciom. Dzien po dniu, tydzien po tygodniu. I czego ty wlasciwie od nich oczekujesz, ze one zaczna mowic?

I czego ja wlasciwie oczekuje. Ze Lily cos zrozumie? Moze i zrozumiala, ale przy okazji obrazila sie tez smiertelnie, bo stracila twarz.

08:07, aleksandra11
Link Komentarze (6) »
O co tu kaman

Czytelnik Radoslaw zapytuje w komentarzu, jak to jest, ze Chinczycy sa tacy straszni i tak zupelnie nie maja oglady, tak sie pchaja i nie szanuja innych i takie tam.

Zastanawialam sie jak odniesc sie do tego zagadnienia i zapotrzebowania na wyjasnienie. Zadumalam sie nawet nad architektura dlugasnej notki albo i dwoch w ktorych to podeszlabym do sprawy z perspektywy historiozoficznej, walnelabym tu takie kompedium rozumienia swiata w oparciu o tendencyjnie dobrane fakty i po sprawie.
Ale takich opracowan na rynku sa juz w tej chwili setki, z racji zajmowanej obecnie pozycji ekonomicznej i politycznej Chiny interesuja coraz wieksza rzesze ludzi, takie kompendia mozna latwo znalezc w necie badz w ksiegarni i sobie pewne rzeczy dopowiedziec.
W mojej ksiazce, ktora pisze i poprawiam tez sie czasem taka historiozofia zajmuje, bo bez tego to w sumie ani rusz, jesli chce sie opisywac charakter narodowy i stworzyc jakies szersze tlo dla opisywanych wydarzen.

Tutaj jest troche inaczej.
Ten blog ma sluzyc raczej zamieszczaniu notek - fotografii rzeczywistosci, chwil, z pewnym komentarzem z offu, ale bez przesady, kazdy sobie bedzie mogl wnioski wysnuc z opisanej sytuacji samodzielnie, tak jak Pan Jarek, ktory na podstawie poprzedniego wpisu doszedl do wniosku, ze to moja wina, iz Chinczycy jezdza do Tajlandii masowo i po co ja sie tam pcham. Czyli de facto mimowolnie wyszedl nam kolejny glos za tym aby stworzyc turystyczny apartheid, pomysl, na ktory wpadli juz wlasciciele biznesow i Izby Turystyki z wielu krajow Azji i nie tylko.

Od pewnego czasu pracuje dla instytucji edukacyjnej tworzonej i prowadzonej przez cudzoziemcow. Walka z bezmyslnym systemem dalej trwa, ale to juz jest dzialanie na innych zasadach. My zbudowalismy sobie bastion normalnosci posrod morza armii wroga i z naszej latarni wysylamy sygnal do tych, ktorzy chca po promyku dotrzec do zrodla swiatla. Jest takich osob coraz wiecej. Oczywiscie ta ich chec i wola nadal nosi cechy chinskich charakterystyk, ale my juz mamy swoje sposoby, zeby z otchlani bezsensu wyplynac na oceanu sensu i celowosci, tak aby wszyscy byli szczesliwi i zadowoleni.

My nauczyciele polscy/ amerykanscy/ angielscy w Chinach zawsze bedziemy malkontentami, poniewaz z malymi wyjatkami nasza praca pozbawiona jest  jakiegokolwiek celu. Jestesmy pacynkami, bialymi malpami, twarzami, ktore maja dostarczac instytucjom dla ktorych pracujemy  prestizu i ducha swiatowosci. Jestesmy eksperymentem marketingowym. Bardzo podobnie sprawa przedstawia sie w Japonii, Korei i paru innych krajach. Z drugiej strony jak malo kto swiadomi jestesmy wszystkich niedociagniec systemu spolecznego i kulturalnego, a moze takze i ekonomicznego wynikajacych z systemu edukacji wlasnie, naturalna rzecza jest zatem, iz pierwsza reakcja kazdego z nas jest chec zmiany, prowadzenia rzeczy po swojemu, przynajmniej na wlasnym podworku. I tu dostajemy po glowie po raz pierwszy, bowiem w kraju autorytarnym i kolektywistycznym zarazem rzeczy mozna robic tylko na jedna manke, jakakolwiek innowacja i odchyl od ustanowionych przez menydzment regul to niesubordynacja i sabotaz na skale miedzykontynentalna, spotyka sie to natychmiast z agresja kolektywu i ukamieniowaniem takiego pacjenta. I tak jak w Polsce po skonczonym zebraniu kazdy by wyszedl i po cichu powiedzial, ze wiesz, stary, nie przejmuj sie, Kryska jest jebnieta, rob swoje, a dopoki sa wyniki, to jest okej, tak w Chinach taka sytuacja jest w ogole nie do pomyslenia. Zostaniesz natychmiast zmiazdzony przez cala mase kolektywu, ktory widzi w tobie wywrotowca i ktory przy okazji chce odbic sobie za wszystkie wyimaginowane krzywdy, jakie Polacy wyzadzili ich przodkom podczas kolonizacji Azji.

I jeszcze o tyle o ile w takiej Korei badz Japonii mozemy sobie wyobrazic rzady merytokracji (choc nie zawsze, wiadomo, ze idioci sa wszedzie), tak w kraju takim jak Chiny, gdzie rozwoj nie to ze sie nie odbywal, ale wrecz zostal wstrzymany, sztucznie zahamowany na ladnych kilkadziesiat lat, gdzie naprawde nie bylo NICZEGO, tak, niczego , jak u Kononowicza, w takim miejscu o jakiej kadrze zarzadzajacej my w ogole mozemy mowic, jesli miejscowa ludnosc wsiadla do maszyny czasu i wykatapultowala sie do 21 wieku omijajac wszystko po drodze, bo i po co, bo i na co, skoro sa pieniadze.

O tym jest ten blog, o absurdalnych scenkach z zycia codziennego bialej malpy, ktora bron Cie panie Boze ma nie uczyc, nie wychowywac, nie zwracac uwagi, nie wpajac wartosci. Jej zadaniem jest jedynie przygotowywac mlodych ludzi do zdawania egazminow cesarskich, a co on sie tam naumial i czy rozumie w ogole o czym mowi, to juz jest insza inszosc i najlepiej, zeby nie mowil i nie rozumial niczego.

Tu pojawia sie bol wielki, bo jak wiadomo dobry nauczyciel ma poczucie misji, chce ksztaltowac mlode umysly, przekazywac wartosci (nie tylko wiedze!) i takie tam gledzenie o kaganku oswiaty pod strzechami (uwaga na pozar, hehehe) i bolem nie jest to, ze uczniowie sa tacy czy inni, rzuca w ciebie nozem albo krzeslem tudziez pokaza ci faka, nie, z tym przy znajomosci chytrych sztuczek i odpowiedniej sile razenia da sie jeszcze cos zrobic, wiem, bo jako studentka pracowalam jako wolontariusz z trudna mlodzieza i z dziecmi z domu dziecka.

Najgorsza rzezcza jaka przydaza sie nam w Chinach to to, ze nam nie wolno nic zrobic.Pochodzimy z wrazych krajow, ktorych nikt nie szanuje i wszyscy sie boja, jestesmy maszynkami do zarabiania pieniedzy, commodities, chlopami na panskim folwarku, wobec ktorych nikt nie ma skrupulow jesli chodzi o okazywanie swojego stosunku jak do niewolnika, gigantyczne roznice kulturowe powoduja, ze obydwie strony frustruja sie niezmiernie, bo zaden sposob nie dziala, zeby te druga strone zmienic. Ani po dobroci, ani po zlosci, rozmowa ze slepym o kolorach, tracenie twarzy co 15 minut. I badz tu madry i pisz wiersze, a takze ksztalc mlodziez!

Jedyne wyjscie to wyjazd, lub kompletna znieczulica. Nalezy edukacje traktowac jak biznes, jak kazda inna prace, mamy za zadanie wejsc, powiedziec cos i wyjsc, dostac za to pieniadze, a cyrk sie kreci.

A w miedzyczasie do roznych wnioskow mozna dojsc, ze takie beda Chinskiepolite, jakie ich mlodziezy chowanie.
I jezeli ze szkoly robi sie zdawalnie testow, a jedyna wartoscia ktora sie wpaja jest to ze do celu nalezy dojsc za wszelka cene (prosze pamietac, ze rzadzi partia ktora do celu doszla droga krwawej przemocy) to dziwic sie nie nalezy, ze Chinczycy pchaja sie po drodze do kibla dla zasady. Zeby nie wyjsc z wprawy.

06:40, aleksandra11
Link Komentarze (9) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12